Wracam do domu późną porą, wieje lekki, ciepły wiaterek. Światła latarni rozświetlają drogę przede mną, co bym lekko podchmielony, nie znalazł się niechcący w pobliskim rowie. Niby noc jak każda poprzednia tego lata, jednak jest w niej coś innego. To liście, i to nie takie które spadają z drzew po letniej burzy, są to liście które mówią: "winter is coming". Jesień niebawem. Dni są coraz krótsze, a spódniczki coraz dłuższe. Wkrótce przesiadywanie na boisku do późna, przestanie być komfortowe, bo w dupę zimno i nie zawsze jest się do kogo przytulić. To lato było dla mnie jednym z najlepszych jak dotąd, sporo się działo, ale mam wrażenie, że mogło więcej. A więc z racji tego, postanowienie na rok przyszły. Ma się dziać, i to dużo! I ja już się o to postaram :)
Ave lato 2013.
piątek, 6 września 2013
piątek, 3 maja 2013
Ekscytująca nocka
Noc około trzeciej. Powoli człapię sobie w stronę domu,
wracając z imprezy. Delikatna mżawka przyjemnie zwilża mi twarz… No niestety nie. Bliżej prawdy byłoby, gdybym napisał że pizdzi jak diabli, a moja
wodoodporna, skórzana kurtała, przecieka niczym Titanic po starciu z górą
lodową. Do tego się błyska...
Wchodzę do domu, zdejmuję mokre ciuchy rzucając je niedbale
na krzesło. Kładę się do łóżka… 3:15, 3:30, 3:40 kurwa
nie zasnę. No nic, pozostaje odpalić kompa i połazić po necie… Internetu nie ma! Burza, radiówka... ehm no tak.
Słyszę mlaskanie jęzorem, pies nie śpi i liże się
tam gdzie ja sam nie jestem w stanie się polizać. Zauważył że nie śpię, zerwał
się z podłogi mając zamiar chyba dać mi do zrozumienia, że chciał by wyjść na dwór.
Ślizgając się i tłukąc pazurami o panele z pełnym impetem wjebał się w
zamknięte drzwi, robiąc przy tym tyle hałasu i zamieszania, jakiego nie mogło by
wywołać nawet wrzucenie pięciozłotówki między Żydów. Wiedziałem, że nie jestem
już jedyną osobą w domu która nie śpi.
Wychodzę z nim na korytarz i zmierzam w
stronę kuchni by wypuścić go do ogrodu. Pociągam nosem i czuję że… coś jebie.
Mój wzrok pada na psią miskę. Max ma w zwyczaju zostawiać sobie kolację „na
później”, jednak gdy kolacja liczy sobie dwa dni, w misce można gołym okiem obserwować cywilizacyjny rozkwit
małej koloni "czegoś". Biorę miskę, wyrzucam żarcie i myję ją. Za długo leżało to się nie dziwię. Oczy psa mówią jednak co
innego.
- Winę za popsucie się mojego żarcia, ponosi tylko i
wyłącznie zawarty w jedzeniu makaron, którego i tak nigdy nie jem,
wyjadając samo mięso. Jest on całkowicie zbędnym składnikiem. Miskę, drogi
właścicielu, powinieneś napełniać mi samym mięsem, ewentualnie kawiorem.
Nakładam mu do miski to samo żarcie, które jakimś cudem w
lodówce przetrwało destrukcyjne działanie makaronu. Pies wącha żarcie, podnosi
na mnie wzrok, jak gdyby chciał powiedzieć.
- Ej nie no serio, znowu to samo?
- No jedz - mówię do psa.
Pies patrzy, to na miskę, to na mnie. I znów rzuca mi wymowne spojrzenie
- No chyba ty!
Przypominam sobie, cel mojej wędrówki w tę stronę domu,
miałem dziada wypuścić. Otwieram psu drzwi, nawet nie merda ogonem, chyba się
obraził. Na dworze nadal leje. Może chociaż już jest Internet.
Błysk, jebudup. Ja pierdole…
Na szczęście mam na dysku nowy odcinek Gry o Tron, którego jeszcze nie zdążyłem obejrzeć, jakoś przetrwam.
Na szczęście mam na dysku nowy odcinek Gry o Tron, którego jeszcze nie zdążyłem obejrzeć, jakoś przetrwam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

